Kiaj

Europejczycy starają się na wskroś przeniknąć z racjonalnego punktu widzenia koncepcje japońskich sztuk walki i jednocześnie zarzucają im, że są niełatwe do zrozumienia i zastosowania. Jedną z nich jest nich jest „kiaj”. Często jestem pytany o opinie w tej sprawie. No cóż, postaram się wyjaśnić to tak jak potrafię najlepiej lecz pamiętajcie, że tak jak grecka legenda o Hydrze ma wiele twarzy tak samo jest w przypadku „kiaj”. Zanim zagłębię się w temat, interesujące jest to, że wspominając treningi na Uniwersytecie „Waseda” czy w „Shotokan Dojo”, nikt nawet nie używał tego słowa. funakoshi-kataguruma-waseda-1935W okresie późniejszym, w świecie karate, ludzie z upodobaniem zaczęli stosować ten termin nadając mu mityczne niemal znaczenie. Interesujący jest fakt, że w Japonii wydano książkę sponsorowaną przez Japońskie Ministerstwo Edukacji o 500 latach historii kendo. W książce tej nie odważono się próbować wyjaśniać takich terminów jak: dystans, kiaj czy zenshin (niewzruszony duch). Jakkolwiek jeśli chcemy spróbować zbliżyć się do zrozumienia tej idei to najpierw musimy dostrzec różnice w ideach i pojęciach odnoszących się do „kiaj”. Postaram się to jasno przedstawić. Zacznę od prostej historii. W czasie II wojny światowej byłem w Akademii Wojskowej. Jak w tego rodzaju instytucjach zdarzali się oficerowie, którzy głośno wywoływali każdego kadeta i wymagali od niego potwierdzenia na głos swojego imienia i nazwiska. Niektórzy, nie słysząc wyraźnie (lub nie słuchając)rozkazu przedstawiali się za cicho. Byli wówczas napominani i kazano im pokazywać więcej ducha i większa siłę charakteru poprzez wykrzykiwanie swojego imienia i nazwiska. Mówiono im „pokażcie kiaj”. Prawdę mówiąc pokazywanie ekspresji krzykiem lub wyrażanie siły własnego charakteru czy ducha bierze się bezpośrednio z czasów samurajskich i zwyczaj ten nazywał się Kake-goei. Aby zrozumieć co to znaczy to należy się cofnąć do czasów kiedy samurajowie byli posiadaczami ziemskimi a chłopi uprawiali ziemię. Był to okres Takedy Shingen, władcy prowincji Kai, który zmarł w 1572 roku i został zastąpiony przez Kagemusha(Cień). Nie był to jeszcze wtedy system feudalny , który powstał dopiero w okresie szogunatu. W tym czasie nie było także kodeksu Bushido. Jeśli nawet funkcjonował system hierarchiczny to ludzie nie byli ubezwłasnowolnieni tak jak w czasach późniejszych, do których potem przejdziemy. W przypadku zagrożenia wszyscy członkowie danej grupy zbierali się „pod szyldem” wodza, osoby która udowodniła swoje zdolności i umiejętności strategiczne. Tak było w przypadku wodza Shingen. Wokół niego gromadzili się ludzie szukając schronienia i obrony. Kiedy zebrali się przed bitwą, oznajmiali swoja obecność i gotowość krzykiem (można tu powiedzieć o kake-goei). W tamtych czasach, wódz nie narażał się osobiście lecz organizował oddziały i wydawał rozkazy a także pilnował ich wykonywania. Jeśli spojrzymy na scenę bitwy przedstawionej przez Kurosawę w słynnym filmie „Kagemusha” , który opowiada historię epoki Shingen’s , zobaczymy wodza siedzącego w ciszy na wzgórzu i spoglądającego na swoje oddziały na polu walki. Jest wyraźna łączność i komunikacja pomiędzy jego oficerami i żołnierzami. Ich fizyczne a także mentalne nastawienie wyraża spójność podczas całej walki. Ta postawa ludzi w tej scenie, otaczających swego wodza niesie w sobie naturalną odpowiedź i w takim właśnie przypadku możemy mówić o formie kiaj. To nie ma nic wspólnego z krzykiem a fakt, że dowódca prezentuje odpowiednia postawę w kluczowym momencie świadczy o wyniku całego zjawiska. Można stwierdzić, że okrzyk kake-goei, którym mówiliśmy był po pierwsze pewnego rodzaju oznaką przywiązania do danego klanu, a także w takim przypadku czynnikiem pobudzającym KJ2energię co wpływało na wolę zwycięstwa. Później (pod koniec XVI wieku ) w okresie Oda Nobunaga, władcy prowincji Owar, ( był pierwszym człowiekiem starającym się zjednoczyć całą Japonię) samurajowie zostali zawodowymi wojownikami, żołnierzami nie posiadającymi już ziemi. W tym czasie dowódca miał własną straż przyboczną i brał udział bezpośrednio w bitwach. To właśnie Nobunaga zainicjował budowę zamków na terenie całego kraju przenosząc do nich samurajów. Tak właśnie powstała nowa kasta społeczna. Prawdę mówiąc był to pewnego rodzaju wybieg polityczny pozwalający kontrolować prowincje kraju. Likwidując klasę samurajów- posiadaczy ziemskich, decydujących na własna rękę jakie zawierać sojusze, Nobunaga skoncentrował siły militarne pod swoimi rozkazami. Konsekwencją tego był podział społeczeństwa na chłopów uprawiających ziemię i płacących podatki na ochronę, którą gwarantowali zawodowi żołnierze- samurajowie. Od tamtej pory kodeks wojownika rozwinął się, pojawiła się skomplikowana hierarchia. Od Shoguna poprzez Damyo do samuraja obowiązywał kontrakt- psychologiczna i emocjonalna więź- kodeks dający początek systemowi Giri, będący odzwierciedleniem idei obowiązku, poświęcenia, służby i odpowiedzialności za klan i wodza. Bardziej istotne niż poczucie obowiązku był aspekt uprzywilejowanej, intensywnej więzi, którą wytworzył kodeks. Powodowało to silniejszą i głębszą komunikację pomiędzy ludźmi zarówno wobec sprzymierzeńców jak i przeciwników. (Czasami , ten rodzaj więzi jest wytwarzany we współczesnych firmach aby wpłynąć na spoistość grupy. ) Wracając do zjednoczenia Japonii, trwało ono dzięki talentowi Toyotomi Hideyoshi , który rządził na terenie całego kraju. Później za sprawą Ieyatsu Tokugawa ,władcy prowincji Mikawa , rozpoczął się okres zwany Szogunatem. Wiemy, że od tamtej pory samurajowie szli z duchem czasu używając także nowych technologii takich jak strzelby. W takich przypadkach nie było już potrzeby żeby potwierdzać okrzykiem swojej obecności na polu walki. Natomiast intensywne więzi jakie łączyły wojowników, opisane kodeksem pozostały, dające silne poczucie wspólnego losu w życiu codziennym jak i w walce. Kiedy odnieślibyśmy się do Kendo, obserwując współczesny trening a zwłaszcza zawody z użyciem Sinai i zbroi wkraczamy w świat gry i krzyków. W tym przypadku jesteśmy bliżej koncepcji kake-goei niż formy komunikacji (pomiędzy partnerami i przeciwnikami), o której pisaliśmy. Odnosząc się do kendo jeszcze raz, jeśli przyjrzymy się starym mistrzom żyjącym dawniej jak i dziś to zauważymy, że nie ma namiastki okrzyku. Spotkanie odbywa się w ciszy i w spokoju. Jest to spotkanie w olbrzymiej koncentracji pomiędzy dwiema ogromnymi energiami (z całkowitym zaangażowaniem fizycznym i psychicznym). W trakcie takiego spotkania każdy z przeciwników naturalnie reaguje na najmniejszy ruch lub zmianę koncentracji. Pomyślcie na chwilę i wytwórzcie w wyobraźni obraz księżyca i jego odbicie w wodach jeziora (często przywoływane dla zilustrowania pojęcia timingu). To są właśnie więzi i zależności , o których chcemy mówić. Pamiętam na przykład, że kiedy obserwowałem Ueshibę, wielkiego mistrza Aikido, nigdy on nie wydawał z siebie żadnego okrzyku lecz ledwie słyszalny odgłos oddechu kiedy następowała eksplozja energii. Wszystko to działo się w idealnej harmonii z akcją przeciwnika. Miejcie na uwadze, że „ki” oznacza oddech a „ai” harmonię. Jest to zupełnie różne od kake-goei, o którym pisaliśmy. Również Okuyama, który był głównym partnerem Yoshitaki , nigdy nie wydawał okrzyku podczas wykonywania technik. (Sensei Harada uznawał Okuyamę za najdoskonalszego karatekę jaki istniał) Mogę zapewnić, że siła jego technik była „wystarczająca”. Nie mam co do tego cienia wątpliwości. Oprócz tego, kiedy spotkałem ostatnio Okuyamę (około 2001) i wymienialiśmy poglądy na temat koncepcji siły i dodatkowej mocy w karate, nie wspomniał nawet, że taki element jak okrzyk, dodany do techniki ma jakąkolwiek wartość. Oczywiście w tym momencie przychodzi mi na myśl pytanie. Jak to się dzieje, że karatecy nie zastanawiają się dlaczego w judo, zawodnicy nie uczą się ani nie wydają okrzyków podczas walki. Wydaje mi się, że pojawia się pewien rodzaj zakłopotania dla ludzi trenujących karate. Podczas zawodów lub publicznych pokazów, odbywających się według określonych reguł, gdzie ataki musza być kontrolowane, ich prawdziwa skuteczność , tak jak to ogląda publiczność może być kwestionowana. Okrzyki nadają pewności i powodują wrażenie mocy technik. Zwłaszcza kiedy uciekamy się do udowadniania, rozbijając i łamiąc różne przedmioty, aby przekonać siebie i innych jak zabójcze mogą być techniki karate. To wszystko jest kwestią wrażenia i wyglądu. Jakkolwiek, prawdą jest, że kendocy wydawali i wydają okrzyki ukazując przez to aspekt „kake- goei” w swojej postawie. Ma to miejsce podczas praktyki kiedy jeden z partnerów pozostaje milczący, wyciszony i skupiony (z wyłączonymi myślami) podczas gdy drugi buduje pewność siebie poprzez okrzyk. Jest to również rodzaj psychologicznej presji na przeciwnika jak również rzucenie mu wyzwania. Yamaoka Teshu miał swój Kake-goei lub „głos” i używał go na wiele sposobów. Na przykład w książce o kendo, o której wspomniałem wcześniej, autorzy rozróżniają siedem różnych rodzajów głosów. Wydaje się, że tak daleko jak karate dotyczy Senseia Funakoshiego, obawiam się – z całym szacunkiem dla jego pamięci i tego wszystkiego co nam dał- że pozostawił on powierzchowny, powinniśmy powiedzieć podstawowy poziom karate. Nie udało mu się zrozumieć wartości tej idei (kiaj). Był on nauczycielem w szkole podstawowej, którego koncepcja sztuki była zdecydowanie w kategoriach wychowania fizycznego –bez wątpienia bardzo wartościowego, ale ograniczonego. Wiemy, że nie był on zainteresowany kumite, obszarem , który możemy nazwać wojenną stroną karate. Jego nauczanie było skoncentrowane na praktykowaniu kata. Jego błąd leżał w niezrozumieniu natury tego co uważał za „kiaj”. Wprowadził w różnych momentach kata obowiązek wydawania okrzyku(Nawiasem mówiąc, wybór niektórych z tych momentów jest co najmniej zagadkowy). Dźwięk jego własnego głosu, często wspominany jako „Hoi”, z pewnością nie wpłynął znacznie na zwiększenie mocy jego technik a na pewno nie znaczy wiele w kategoriach komunikowania się z partnerem. W przeciwieństwie do ojca , Yoshitaka (syn Gischina) zdecydowanie wykroczył poza to wszystko i skierował się ku innej formie „kiaj”, kontrolowaniu oddechu(dźwięcznego czy bezdźwięcznego), który jeśli był wykonywany perfekcyjnie, w harmonii z akcją, mógł nawet zatrzymać lub wytrącić z równowagi osobę atakującą. W tym momencie człowiek ma kompletnie inne uczucie i z całą pewnością trudno to wyjaśnić komuś, kto nigdy tego nie doświadczył. Jest to coś co osoba zmienia w trakcie wykonywania akcji, biorąc pod uwagę to zagadnienie. Na przykład, biorąc pod uwagę moje osobiste doświadczenia , nasuwa się wniosek, że działania (obrony) Egamiego(czy też „kiaj”) były doprawdy idealnie zharmonizowane z atakami przeciwnika dzięki czemu mógł on całkowicie kontrolować atak. Okuyama poszedł jeszcze dalej (moim i Egamiego zdaniem, nawet dalej niż Yoshitaka), jego eksplozja energii i nadzwyczajna moc, połączona z idealnym timingiem, dosłownie rzucała przeciwnika na ziemię. Jak widać jesteśmy daleko od krzyków używanych przez karateków na zawodach i poza nimi. Dla mnie, wielkim niebezpieczeństwem jest utrzymywanie wojskowego i poniekąd histerycznego sposobu krzyczenia-jak żołnierze dziko pędzący po polu bitwy. Japończycy się pomylili słysząc słynne, wojenne okrzyki III Rzeszy- Heil Hitler ryczały setki tysięcy gardeł na gigantycznych spotkaniach w Norymberdze –dla prawdziwych celów i spraw. Byli pod wrażeniem, a może rzeczywiście był to imponujący pokaz wiary w zwycięstwo. Okazało się to jednak bezwartościowe w dniu klęski ponieważ wtedy duch zaginał a pozostał tylko chaos.
Nie była to na pewno wtedy prawda „kiaj” i myślę, że uczynienie tego samego błędu ponownie dzisiaj mogłoby przynieść jak najbardziej negatywne następstwa.

Znajdź nas

Facebook By Weblizar Powered By Weblizar